2011-09-11, 10:00Skandia Maraton - Rzeszów - 10.09.2011

W ubiegłym roku Skandia zawitała do mojego miasta po raz pierwszy. Poproszony o wytyczenie trasy szybko przedstawiłem swoją propozycję, a po konsultacjach poprawiłem według kryteriów stawianych przez organizatora. Od razu zamarzyłem, by na swoim terenie pokazać się jak najlepiej. Ogólne przygotowania szły w ubiegłym roku bardzo dobrze i byłem w wysokiej dyspozycji, jednak ostatnie dni przed maratonem mocno kłóciły się z tym, co zwykle robiłem przed ważnymi startami. Mimo to zaparcie robiłem wszystko, by walczyć o zwycięstwo. Gdy zapadła decyzja o terminie zawodów w tym roku, znów wróciła podobna myśl. Jednak wybór MarathonMan Europe jako swojej priorytetowej imprezy na sezon 2011 wzbudzał wątpliwość, czy to będzie możliwe. Dodatkowo przez szereg różnych sytuacji w sierpniu i świadomość ilości pracy przed maratonem uznałem, że lepiej będzie mocniej przyłożyć się do spraw organizacyjnych i postawić na zadowolenie ogółu startujących. I taki postawiłem sobie cel. Tydzień przed maratonem zadzwonił do mnie pracownik telewizji Rzeszów z propozycją zrobienia krótkiego reportażu o mojej przygodzie z kolarstwem. Spoko. Temat podchwyciłem i zaproponowałem wykorzystanie zbliżającego się maratonu do nagrania. To tak na wszelki wypadek, jakbym miał mieć za mało na głowie:P

Oprócz przygotowań do maratonu problemem w regularności treningów i ich prawidłowej realizacji stało się przeziębienie. Powodem była niezbyt udana decyzja co do środka transportu jakim udałem się do Poznania. Na koniec studenckiej zniżki na podróżowanie PKP uznałem, że będzie to dobry moment na pożegnanie. Do Poznania elegancko, wygodnie, nadrabiałem zaległości w newsach. Niestety z powrotem tak pięknie nie było. W pociągu do Wrocławia nie ma przedziału dla rowerów (oczywiście miał być). We Wrocławiu pociąg jest spóźniony, ten na Rzeszów już pojechał. Czekam ponad 2 godziny na dworcu. Kolejny pociąg cały załadowany, oczywiście też bez przedziału dla rowerów. Do 4 rano czuwam przy rowerze. Masakra, na pewno pożegnałem się z takim podróżowaniem. Na tą chwilę mogłem się też pożegnać z jako taką dyspozycją.

rzeszw_1_640

Poniedziałek i wtorek czuję się kiepsko, na szczęście na weekendzie Kamikadze przygotował ślad trasy na gpsie dla ekipy znakującej. Staram się załatwić inne tematy, umawiam kosiarzy. W środę rano ruszamy na rozpoznanie trawy, podłoża itp., żeby odpowiednio dobrać sprzęt:D Koło południa jadę na rowerze znacząc charakterystyczne punkty dla skarbówki. I tak gość jedno miejsce myli i kosi nie to co trzeba:D. Wieczorem wracam samochodem na trasę i koszę z nim najtrudniejsze odcinki, na których na pewno sam by się pogubił. Kończymy w deszczu, po ciemku… Czwartek od rana ruszamy ze znakowaniem, podzieleni na dwie ekipy, z pomocą straży, ale i tak mozolnie posuwamy się do przodu. W dodatku pada deszcz, boję się o trasę, żeby nie rozmokła. Na szczęście dawno nie padało i grunt jest mega suchy. W piątek kończymy znakowanie, koło 13 spotykam się z redaktorem TVP Rzeszów na pierwsze nagrania, bardziej do aktualności, ale omawiamy sobie też temat sobotniego materiału. Jest szansa, że w końcu pójdę na rower. Kolarze walczący w PP już zapoznają się z trasą. Razem z Kamikadzem objeżdżamy końcówkę pętli i zjazd w stronę miasta. Dawno nie kręciłem, a nogi mam zmęczone od chodzenia. Mimo to chcę walczyć i standardowo wciągamy razem spaghetti. Jedziemy do rynku na zapisy. Miasteczko sportowe w komponowane między kamienice i ratusz. Fajnie, że taka impreza jest w moim mieście. Zmęczony wracam do domu, będzie ciężko na wyścigu.

rzeszw_2_640

W sobotę na start przyjeżdżam szybciej niż zwykle. O 9:30 mamy zacząć nagrywać materiał do programu „Młodzi na start”. Powstaje pomysł, żeby kamerzysta pojechał za mną w trasę. Po raz pierwszy od prawie 200 startów, za obsługę bidonową na wyścigu będzie odpowiedzialny mój tata. Decyzja zapada, pojadą razem w trasę, a po wyścigu dokręcimy jeszcze rozmowę. Spoko. Wszystko obejrzeć będzie można 24 września.

rzeszw_2_640_01

Przed 11 podjeżdżam na start, gdzie w pierwszym rzędzie ustawieni są wszyscy żądni zwycięstwa. Zdaje sobie sprawę, że ciężko będzie mi się utrzymać, ale i tak będę walczył. Bracia B. i Wojtek z grupy MAJ znają trasę z ubiegłego roku, Andrzej część przejechał wczoraj. Adrian i Mariusz na pewno mocni, a i Alex też nie popuści. Ruszamy spokojnie, prowadzi nas policja, ale uznaję, że przynajmniej przez miasto wypada poprowadzić grupę. Szybko dojeżdżamy na Słocinę i rozpoczynamy podjazd. Do szczytu jadę pierwszy, grupa się lekko naciąga. W tym roku wszyscy już wiedzą, że za chwile wjedziemy w las i rozpoczyna się walka o pozycje. Ja poprzestaję na kontrolowaniu grupy. Zjazd pokonuję spokojnie, przejeżdżamy przez rzeczkę i o dziwo jestem jeszcze w czubie. Kolejny podjazd, tempo rośnie, ale w ubiegłym roku tutaj chyba było jeszcze mocniej. Krótki odcinek asfaltu doprowadza nas do trudnego zjazdu. Bez zakrętów, przez co łatwo się rozpędzić, ale po środku jest rów, a co jakiś czas jeszcze drugi w poprzek. Na końcu wpadamy na dziwny żwirek, na którym ciężko zapanować nad rowerem. Przede mną wywraca się Mariusz, a ja prawie parkuję w jego rower. Trochę odstajemy. Zaczynamy spawać, ale dla mnie jest za mocno. Wiem co mnie teraz czeka. Jeden ze stromszych odcinków szutrowych pokonuję już własnym tempem i tak w zasadzie będę już jechał do końca. Na zjeździe z borówek doganiam Przemka, ale dość szybko go zostawiam i dalej jadę sam. Na szczycie nowego podjazdu po łące mam przechwycić bidon. Z daleka widzę kamerę i tatę ubranego w moją bluzę:D. Łapiąc bidon, na pytanie czy coś się stało odpowiadam „”cudów nie ma”, można by jeszcze dodać z pustego i Salomon nie naleje… Jadę sobie równo, po tętnie widzę, że mógłbym mocniej, ale jakoś ciężko się wkręcić. Mimo wszystko czerpię radość z jazdy. W lasku, na jakieś 500 metrów przed rozjazdem dojeżdża do mnie Lary. Zamieniamy kilka słów, życzę powodzenia i skręcam na drugą pętlę. Za chwilę znów czeka tata z kamerzystą, podają stratę, a ja zmieniam miejsce na kolejny bufet. Pokonując kolejny raz asfaltowy podjazd czytam napisy na asfalcie. Jest i „Cinek”. Na chwilę staję w korby, na górze znajomy dopinguje mnie podając chyba „pomniejszoną” stratę. Zaczynam odliczać kilometry do końca. Jeszcze jeden punkt gdzie łapię bidon, zbliżam się do miejsca gdzie w tamtym roku dublowałem jadąco Medio mamę. Trafiam na nią idealnie w tym samym zakręcie, ale jaja. Znowu ulubione ścieżki w lesie i rozjazd. Tym razem jadę na wprost, teraz przypominam sobie, że w ubiegłym roku dublowałem tu Bodzia, a gdzie on jest teraz? Najpierw krótki, sztywny podjazd, na którym widzę starego, znajomego Dawga, Paszczak! W głowie przeleciały mi nasze pierwsze traski z 2002 roku, to już prawie 10 lat! Na ostatnim podjeździe doganiam Bodzia, czyli zanotował progres, gratki! Oby tak dalej. Od ostatniego zjazdu jest jeszcze 7 kilometrów po mieście, w dużej mierze ścieżkami wzdłuż Wisłoka.

rzeszw_3_640

Metę osiągam po 3 godzinach i 32 minutach, trochę dłużej niż w ubiegłym roku, ale i tak zadowolony. Z 15 minutową stratą do pierwszego Bartosza Banacha z Mróz AcitvJet melduję się na 10 pozycji open. Mimo to jestem pierwszy wśród amatorów. Na mecie, ku mojemu zaskoczeniu czeka na mnie Asia, specjalnie przyjechała, ale się cieszę. Jest też sporo innych znajomych, no i brat z siostrą, którzy również ukończyli maraton. Gratuluję wszystkim, zarówno tym najlepszym, jak i tym, którzy chcieli pościgać się po swoich terenach. Mam nadzieję, że kolarstwo w moim mieście nadal będzie się rozwijało, a o rzeszowskich zawodnikach będzie głośno w Polsce i na Świecie. Pozdrawiam!

Na koniec zapraszam do galerii zdjęć z maratonu autorstwa mojego taty.


Wszystkie artykuły:

Mistrzostwa Świata - Montebelluna
(2011-06-26, 10:00)
Mistrzostwa Świata - Montebelluna
Niestety już po raz kolejny Mistrzostwa Świata obserwuję jako kibic. ...
więcej
GC Nowiny - 7. MME_Jablonne (Malevil Cup)
(2011-06-21, 22:00)
GC Nowiny - 7. MME_Jablonne (Malevil Cup)
Jeden z trudniejszych wyścigów jakie jechałem. Dodatkowym utrudnieniem były warunki ...
więcej
MarathonMan Europe 3 – Jablonné v Podještedí- 18.06.2011
(2011-06-20, 20:00)
MarathonMan Europe 3 – Jablonné v Podještedí- 18.06.2011
Aktualizacja - filmik i wykres na końcu. Układając kalendarz startów przed ...
więcej
MME_Willingen - MTBNews.pl
(2011-06-18, 22:00)
MME_Willingen - MTBNews.pl
Relacja z drugiej edycji MarathonMan Europe w Willingen na portalu MTBNews.pl ...
więcej
GC Nowiny - 6. MME_Willingen
(2011-06-15, 22:00)
GC Nowiny - 6. MME_Willingen
Tydzień po etapówce Trans Germany, w miejscowości w Willingen w ...
więcej
MarathonMan Europe 2 - Willingen - 12.06.2011
(2011-06-15, 20:00)
MarathonMan Europe 2 - Willingen - 12.06.2011
Moje przygotowania i kilka dni przed wyścigiem wyglądały następująco. Niedziela, 12 czerwca ...
więcej
Copyright © 2010 Piotr Sarna All rights reserved.